...
Przyszedł pewnego
dnia i postanowił zostać… Ktoś go albo porzucił, albo on skądś zwiał… Nie widzi
na jedno oko, wygląda dość demonicznie, zwłaszcza gdy patrzy ci w oczy a umie
patrzeć w oczy…
Zaskoczył mnie Szczęściarz
tym, że słyszy komendy i kiedy go zawołasz, wędruje za tobą jak pies…, a
ponieważ wie, że na końcu wędrówki czeka go smaczny kąsek, tym bardziej drepcze
przy nodze…
Nauczył już się Szczęściarz
mnie wykorzystywać i kiedy tylko widzi, że wychodzę z domu, od razu do mnie
biegnie i z daleka miauczy, co ma jedno oznaczać – daj mi coś dobrego!...
To fajny, łowny
kot, widać, że swoje przeżył… garnie się do domu, jakby nie był dachowcem…
ponieważ nie jestem u siebie, nie mogę go zaprosić, ale coś tam zawsze przemycę
mu na zewnątrz…
Szczęściarz już
jest w domu… ja ciągle jestem w drodze… gdyby mi się powiodło, porwałbym Szczęściarza!...


Zaciekawił mnie ten Szczęściarz, bo brzmi jak kot z charakterem, który szybko ustawia domowników po swojemu. Sama też mam wrażenie, że takie zwierzaki najbardziej zapadają w pamięć, bo trzeba je trochę „czytać” po ich zachowaniu. Tu czytałam też o podobnych wpisach: https://darek-hydraulik.pl/referencje/
OdpowiedzUsuń