11 sierpnia 2017

"Diabeł ubiera się u Prady"

W tytule posta tytuł filmu, który pewnie dawno już obejrzała większość pań.
Przyznam, że ja też oglądałem ten obraz i to kilkakrotnie, ale rzadko mi się zdarza obejrzeć go od deski do deski. Być może dlatego, że film ten oglądam pod kątem pewnych interesujących mnie problemów, jakie tam zauważam.
Lubię oglądać ten film ze względu na apodyktyczność kobiet, ukazaną w nim kobiecą złośliwość i bezwzględną rywalizację, dążenie do spełniania marzeń, czasami za wszelka cenę…
Ciekawym wątkiem filmu jest też nie postawione tam wprost pytanie: Być czy Mieć? I, jak to w życiu bywa, jedni stawiają na Mieć, inni na Być. Jednak widać tam dobrze, ja trudno zachować siebie w świecie blichtru.

10 sierpnia 2017

Tak było...

Za sprawą jednego z komentarzy Mariusza Zwierzyńskiego do mojego posta na fb „Gdyby ludzie postępowali…”, przypomniała mi się taka oto sytuacja z mojego życia wzięta…
Kiedy już wiadomym i jasnym dla mnie się stało, że nie opuszczam murów uczelni humanistycznej i nie zasilam szeregów marianów, Bóg zesłał mi Kobietę, z którą po jakimś czasie postanowiliśmy, że legalizujemy cywilnie i religijnie nasz związek.
Nie wiem, co by ze mną zrobili przełożeni zakonu marianów, gdybym do nich trafił, gdyż moje podejście do kościelnych praktyk religijnych, do instytucjonalizacji wiary było, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne. Żeby na przykład się modlić albo wyznać przed Bogiem swoje człowiecze grzechy, nie potrzebowałem wnętrza świątyni i budki konfesjonału. Wystarczały mi wtedy zaciszne i odludne miejsca. (Teraz też jest podobnie.)

9 sierpnia 2017

Zmieniłem zdanie

Tak trudno skupić mi się na pisaniu. Za dużo mam spraw na głowie. Najgorsze jest to, że połowę z nich można śmiało wyrzucić na śmietnik życia. Czemu tego nie robię? Nie pytajcie, ponieważ sam nie wiem. Przecierpię jeszcze tak z tydzień, dwa i może wyprostuję kilka spraw, a wtedy to już, obiecuję sobie, skupiam się tylko na tym, co powinienem robić codziennie, czyli pisaniu.

8 sierpnia 2017

Szacun, naprawdę!

Jak święty Franciszek mówię często do muchy – Mucho, siostro moja! A potem wieszam lep i cieszę się, że kolejna mucha czy inne skrzydlate stworzonko wpadnie w jego lepkie łapska. Taki już mam paskudny charakter dla skrzydlatych mych braci i skrzydlatych sióstr moich. Ale staram się, staram się i pracuje nad tym, aby po urządzenia, jak lepy, nie sięgać!
Ostatnio, gdy przez całą noc paliłem ogień dla zmarłych, pracowałem też trochę. W pewnym momencie usłyszałem jakiś odgłos, który mnie zaintrygował. Wiecie, północ już minęła, człowiek siedzi w chacie na pustkowiu, drzwi pootwierane, przez okno widać palące się ognisko i tłum cieni, a tu nagle jakiś odgłos i to nie wiadomo co i gdzie.

6 sierpnia 2017

Jestem ZA!

Nie ukrywam, że podoba mi się sposób uprawiania polityki przez rządzącą obecnie w Polsce partię. Nie lubię polityki ułożonej i salonowej, to dobre dla bubków i mazgai. Polityka to arena walki, a obecnie rządzący, nie ci, co krzyczą w TV albo się w tej TV za przyzwoleniem pokazują, ale ci prawdziwie rządzący to dusze wojowników, z racjami pełnymi emocji i przekonania o słuszności działania.
Nienawidzę w polityce i w ludziach w ogóle chamstwa, jakim wykazywał się jeden z ministrów spraw zagranicznych. Nienawidzę młodych nadętych dupków, którzy tylko dzięki poparciu jakiegoś zaplecza dostają stołki i na tych stołkach puszą się, nie mając innym nic, poza chamstwem, do zaoferowania.
W żadnej partii nie zabraknie durniów i tępaków. Tacy mogą tylko dzięki partii w jakiś sposób zaistnieć, dlatego jest ich tam na pęczki.

Terapia balkonowa

Ci z mniejszą amnezją niż ja z pewnością pamiętają mój tekścik „Życie prawdziwe na marginesie?”, bo skoro ja pamiętam, to chyba raczej większość z Was też. Zasygnalizowałem tam stwarzanie sobie takiej namiastki świata, z jakiego zostaliśmy wyrwani i do jakiego podświadomie tęsknimy.
Moja żona bardzo cieszy się, a ja z nią, że w jej balkonowym ogródku, udało jej się uprawić pomidory, które właśnie wydały owoce. Teraz tylko czekać niecierpliwie, żeby owoce dojrzały i już ich nie będzie. 

Szczypawa

Wypieram z siebie myśl, że podjąłem decyzję o sprzedaż swojego Zadupia. Wiem jednak, że w życiu trzeba umieć rezygnować z marzeń. Żeby siebie pocieszyć, ukułem mądrość na swoją miarę, że życie jest nieustanną rezygnacją z czegoś tam na czegoś tam rzecz.
Ależ to mądrze zabrzmiało, nieprawdaż? Wiem, że można jeszcze głupiej, ale nie o tym chciałem. Wiecie, dom czy Zadupie, to jak samochód czy jakaś tam inna rzecz, bez której można spokojnie żyć. A wartość tych rzeczy staje się tym mniejsza, im ważniejsi stają się ludzie tuż obok stojący.

SATANISTA – ALKOHOLIK – czy ANIOŁ?

  Nie o Boyu Żeleńskim będzie to wpis, ale o Przybyszewskim Stanisławie, którego Boy znał osobiście. Muszę też od razu napisać, że o ile bar...