5 września 2017

Znowu w drodze

Dobrze na obcej ziemi, ale czas wracać na stare śmieci i mierzyć się z codziennością szarą, że aż strach!
Nie wiem kiedy, nie wiem z oparciu o jakie przeżycia, wypisałem sobie takie sztandarowe hasła, które powinny towarzyszyć Wędrowcowi w codziennej wędrówce.
Wyidealizowane to i pewnie w kilku miejscach dyskusyjne. A to dlatego, że indywidualne i odnoszące się do konkretnej osoby.
No to lecę!
Trzymajcie się!

3 września 2017

Powtarzać nieustannie...

Z powieści Karola Maya czy Alfreda Szklarskiego możemy co nieco wiedzieć o życiu Indian Ameryki Północnej. Do tego dochodzi przebogata filmoteka w tym temacie.
Biali o nich mówi, że to dzikusy i trzeba koniecznie ich nawrócić i ucywilizować?
Nawrócić?
Ucywilizować?
Tak, nadal biali to mają, że czują się trochę lepsi niż kolorowa brać. I cały czas się biorą za cywilizowanie i nawracanie tubylców.
Co z tego później wychodzi, to wiemy z przykładu Indian.
A mnie i tak nikt nie powie, że białe jest piękne, a kolorowe brzydkie. Dosłownie i w przenośni, na caluśkiej linii!
Już ile razy w życiu cytowałem ten poemat? Nie wiem! Wiem tylko, że nie zaszkodzi przytoczyć go jeszcze raz. A nawet i dwa razy więcej powtórzyć nie zaszkodzi!

Zupełnie inaczej, a jednak...

Muszę mieć pewność, że będę tylko pisał i myślał o pisaniu…; gdy siadam do pisania, to muszę to wiedzieć, muszę być tego pewny, jak tego, że umrę. Dlatego pewnie tak trudno siąść mi do pisania. Idę więc przez to życie z głową pełną pisania, którego wcale nie piszę, bo nie mam spokoju, takiego na moją miarę i jakiego chciałbym, ale nie narzekam, bo w sumie nie mam powodów. I tak myślę sobie, że z tego niepisania to wyżyć się nie da i jeszcze zarobić. Trudna, trudna sprawa z tym moim niepisaniem pisania, co w głowie mi siedzi i spokoju nie daje, aż w głowie mi szumi. Ciągle słyszę szum w uszach.

Światełko w tunelu

W tonacjach poezji religijnej, mistycznej i w ogóle w poetyckim nastroju spędzam chwile krótkie moje emigracyjne czy też gościnno-obczyźniane nad rzeką, którą krajanie tutejsi, czyli autochtoni, od wieków niepamiętnych Tamizą nazwali.
Tamizę jużem w tym roku kilka razy przekroczył i zaobserwowałem jej dziwne ruchy wody, to jest płynie ona czasem to w jedną, to w drugą stronę. A wszystko zależy od przypływów, odpływów, którym morze ulega i wtedy to w Tamizie raz wody całkiem dużo, to znów całkiem malutko.
Ociekam w świat poezji na tej chwilowej emigracji, bo ja już jestem za stary na jakieś tam zwiedzanie. Każde mrowisko ludzkie jest takie podobne do siebie. co najwyżej kształty, kolory, wielkość trochę inna. Nie zmienia to jednak faktu, że wieśniak ze mnie twardy i wolę drogi piaszczyste niż zatłoczone ulice.

2 września 2017

Siedem snów

Skąd wzięło się to, żeby przywołać w ten sobotni dzień poezję Brata Antoniego od Krzyża?
Nie wiem.
Z pewnością to efekt tego, że kiedyś tam wiersze te przeczytałem i zanotowałem.
Dlaczego to zrobiłem?
Znów daremnie dociekać!
Czy wszystko, co w życiu robimy, musi mieć wytłumaczenie? Czasami jest tak, że im więcej tajemnic i niewyjaśnionych działań, tym bardziej nasze działanie wydaje się sensowne.
Całkiem niezłe mieszanie – to, co niewyjaśnione i tajemnicze ma być pełne sensu?
A czemu nie?
Zapraszam do lektury Siedmiu snów Antoniego Helwelta, czyli Brata Antoniego od Krzyża.

1 września 2017

To już nie to...

I proszę, jakie myśli nachodzą mnie na obczyźnie, na którą tylko zaledwie co wczoraj trafiłem i to na dni kilka, nie na jakieś tam lata. Ale perspektywa i jakaś tam odległość zawsze sprzyjają temu, żeby z dystansu spojrzeć na pewne sprawy.
Kiedy teraz jadę na swoje jeszcze Zadupie, Ustronie, Zacisze czy jak je tam zwał, już czuję doskonale, że to już wcale nie moje. Z dnia na dzień przestałem snuć plany, myśleć o tym, jakby mnie ktoś czymś ciężkim wybił to nagle z głowy. Jak Aleksander Macedoński jakimś ostrym mieczem przeciąłem wszystkie węzły łączące mnie z tym miejscem. 
Wiem, że to były piękne marzenia, ale żeby je zrealizować, trzeba było się uprzeć. A wtedy mogliby albo na pewno dostaliby po dupie moi najbliżsi. Nie można przecież realizować swoich marzeń w oderwaniu od myślenia o innych, zwłaszcza tych, co najbliżej i których kochamy. Realizowanie wtedy tylko swoich planów, to zwykłe skundlenie realizującego.

Orzeł wylądował

Orzeł wylądował i można śmiało powiedzieć, że od wczoraj w Anglii jest więcej Polski o dwóch rodaków znad Wisły, co nad Tamizę przybyli.
Nocą, po dniu pełnym wrażeń, wylukałem tu lisa, co ludźmi najwidoczniej postanowił żyć. Należy do tych mądrych i pewnie dlatego tylko późną nocą wychodzi na żer.
Nie wzbijam się też tu zbytnio, bo po angielskim niebie praktycznie co minut kilka latają ptaki z metalu. Zderzenie z takim ptakiem nie jest koniecznie przyjemne, dlatego wolę skrzydełka swoje orle schować i po ziemi podreptać. Tak będzie i bezpieczniej, no i tak niepolsko, bo rozsądnie. Pochodzę, popatrzę sobie, a polatać zdążę w innych okolicznościach, pewnych i sprzyjających.
I żeby nikt mi nie pieprzył, że polskie orły będące na emigracji ciągle się rozpychają i nawet rozbijają się na obcym niebie.

SATANISTA – ALKOHOLIK – czy ANIOŁ?

  Nie o Boyu Żeleńskim będzie to wpis, ale o Przybyszewskim Stanisławie, którego Boy znał osobiście. Muszę też od razu napisać, że o ile bar...