I
proszę, jakie myśli nachodzą mnie na obczyźnie, na którą tylko zaledwie co wczoraj
trafiłem i to na dni kilka, nie na jakieś tam lata. Ale perspektywa i jakaś tam
odległość zawsze sprzyjają temu, żeby z dystansu spojrzeć na pewne sprawy.
Kiedy
teraz jadę na swoje jeszcze Zadupie, Ustronie, Zacisze czy jak je tam zwał, już
czuję doskonale, że to już wcale nie moje. Z dnia na dzień przestałem snuć
plany, myśleć o tym, jakby mnie ktoś czymś ciężkim wybił to nagle z głowy. Jak
Aleksander Macedoński jakimś ostrym mieczem przeciąłem wszystkie węzły łączące
mnie z tym miejscem.
Wiem,
że to były piękne marzenia, ale żeby je zrealizować, trzeba było się uprzeć. A
wtedy mogliby albo na pewno dostaliby po dupie moi najbliżsi. Nie można przecież
realizować swoich marzeń w oderwaniu od myślenia o innych, zwłaszcza tych, co najbliżej
i których kochamy. Realizowanie wtedy tylko swoich planów, to zwykłe skundlenie
realizującego.