14 czerwca 2016

Kim jestem? Co będę robił?

Pytają mnie ludzie i pytają, dlaczego nie wróciłem do pracy w szkole?
Nie wiem, dlaczego pytają? Może z troski o mnie? Może z ciekawości? A może z grzeczności? Nie wiem, dlaczego pytają, gdyż każdy powinien zająć się sobą.
Dlaczego więc pytają? Tylko ci wiedzą, którzy pytają!
Odpowiadam wymijająco, że nie wiem, ale wiem, że nie sposób wejść ponownie do tej samej rzeki. Panta rhei! Wołał Heraklit z Efezu ponad dwa tysiące lat temu, a my – dzieci wiedzy, zdobywcy coraz to kolejnych zakątków wszechświata; potomstwo cywilizacji empirii nie rozumiemy ciągle, że wszystko się zmienia!
Odpowiadam wymijająco, ale wiem doskonale, że nie mogę wejść do tej samej rzeki. Próbują tego duchowe karły i niech im tam będzie! Ja nie będę nurtu rzeki życia zawracał, ponieważ tego nurtu nie ustalałem i basta!
Nie wchodzę zatem do rzeki, którą opuściłem z kilku prostych powodów.
Po pierwsze, ŻYCIE mnie woła! ŻYCIE mi proponuje nowe doświadczenia! ŻYCIE chce, żebym spróbował zmierzyć się z NOWYM! Jak mierzę się z każdym dniem po nieprzespanej nocy! Jak mierzę się z każdym krokiem! Jak mierzę się z każdym nowym, wciąż nowym oddechem!
Nie muszę tego chcieć! Ja chcieć powinienem doświadczać ciągle nowego, bo na tym polega ŻYCIE!
(...)
Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie z uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą:
Bezsilny gniew, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą!
 (...)
Mówią mi ludzie tu i tam, wracaj, wybiorą cię! Dzisiaj wybiorą cię, jak nic, bo już są sfrustrowani!
Uśmiecham się grzecznie i mówię: Spokojnie! Dojrzewa we mnie prz tym myśl, żeby nie być już wybieranym!
Ja na dzisiaj nie chcę być oceniany przez durnia i tłuka tylko dlatego właśnie, że byli mnie kiedyś wybrali! Nie wiem nawet czy świadomie.
Jasne, że znam wielu wspaniałych ludzi mieszkających w małej gminie na końcu świata, gdzie świat się właśnie zaczyna i gdzie ten początek świata przez lata budowałem. Znam też niemało takich, którym ciągle byłem solą w oku. I nieważne, co bym zrobił, było zawsze źle! Po co z takimi osobnikami walczyć i po co tracić zdrowie. Życie jest takie krótkie.
Ja wiem, że nigdy nie wolno mówić NIGDY! Nie znamy bowiem swojego jutra i decyzji, jakie trzeba będzie podjąć w związku z tym jutrem. Na dzisiaj jednak wiem, że jestem wolnym człowiekiem i chcę decydować sam za siebie, a nie liczyć na poparcie innych.
Przeszłość już umarła. Przeszłości już nie ma. To chyba dzieci wiedzą, a cóż dopiero dorośli!
Nie da się cofnąć przeszłości. Nie da się nic naprawić z tego, co było i umarło.
Nikt nie wróci do wczoraj, choć wielu tego pragnie!

Kim jestem?
Już napisałem. Jestem wolnym człowiekiem!
Co będę robił jutro?
Gdy będę jutro, na pewno napiszę!
Nikt nie podziwia mojego uśmiechu!
Smutni ludzie!


13 czerwca 2016

Sprzedać można wszystko

Sprzedać można dzisiaj wszystko, łącznie z zaprzedaniem duszy. Ale jeśli sprzedajemy to, pozbywamy się tego, co nie tylko nam nie służy, ale jest ciężarem, staje nam na drodze do samych siebie i najbliższych, to nie tylko logicznym jest, ale nawet koniecznym dla zdrowia psychicznego, aby tego się pozbyć.
Zauważyłem u siebie pewną paskudną wadę. Otaczałem się rzeczami, dobrami materialnymi, które nie tylko nie pozwalały mi rozwinąć skrzydeł, ale uziemiały i przywiązywały do rzeczy czy miejsc. A tak przecież nie wolno. To przecież życie wbrew sobie.
Dlatego postanowiłem jakiś czas temu, że pozbędę się rzeczy, które są mi zbędne.
Przyznacie mi rację, że każdy wyjazd, ten na krótko czy dłużej, uświadamia nam, jak niewiele potrzeba człowiekowi do życia. Pakujemy wtedy najczęściej coś, czym można się odziać, kilka przyborów higieny osobistej, jakąś zmianę bielizny i ruszamy w drogę. Cały nasz majątek mieści się w torbie podróżnej i to nam wystarcza. Spokojnie można żyć. Mało, odpoczywamy od balastu życia, jaki najpierw gromadzimy, a później dźwigamy na barkach.
Każdy człowiek powinien dźwigać przede wszystkim swój los, mierzyć się z wyzwaniami, przezwyciężać pokusy, tj. wygrywać siebie; nie martwić się o jutro, bo jutro jest dla nas niepewne; nie planować zbyt wiele, ponieważ to tylko mrzonki…
Życie to nie jest posiadanie tego czy tamtego. Życie to nie stanowisko czy tytuł przed nazwiskiem. Życie nie jest ściganiem się z innymi ludźmi. Życie nie jest kopaniem dołków pod innymi, czyli pod sobą.
Czym jest życie?
Chwilą, którą właśnie przeżywam!


Dlatego postanowiłem, że sprzedam swoje Ustronie, choć słowa „sprzedam” użyłem tutaj na wyrost. Nie chcę bowiem zarobić ani się wzbogacić, tylko oddać to miejsce komuś, kto będzie się tam dobrze czuł i realizował siebie.
Nie jest to miejsce dla mnie lokatą kapitału. Miałem pewne plany, które uległy zmianie. Plany się przecież zmieniają, jak co dzień zmienia nas życie. A skoro my się zmieniamy, to po co kurczowo trzymać się starych planów i tkwić poniekąd w przeszłości?
Dosyć przeszłości. Teraźniejszość mi umyka. Ja mam dosyć przyszłości. Teraz chcę żyć, tą właśnie chwilą. Co było, tego nie ma. Co będzie, tego nie ma. Jest tylko tu i teraz, i ja zatopiony w chwili.

Nie martwcie się o dzień jutrzejszy… wołał Mistrz z Nazaretu. 
Nie martwić się o dzień jutrzejszy dzisiaj. Będzie na to czas jutro, jeśli do jutra dotrwamy!
Idąc za tymi słowami i jeszcze z innych powodów postanowiłem, że nie będę wiązał się z żadnym miejscem. Ja jestem wędrowcem i nie potrzeba mi miejsca, które ludzie zwą domem, ponieważ ja dom noszę w sercu. 
Kto jednak myśli inaczej i chce mieć swoje Ustronie, niech szuka kontaktu ze mną i pyta o takie miejsce.
Mogę tylko powiedzieć, że fajnie jest na chwilę ukryć się przed ludźmi, na chwilę od ludzi odpocząć, zostać sam na sam. Dlatego fajnie jest mieć Ustronie, ale to nie dla mnie! Ludzie są jednak różni, nie muszą myśleć jak ja! 

Zbigniew Herbert w jednym ze swoich wierszy pisał:
(…)
Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp.
Jest tylko ziemie. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
Wojny owadów – wojny ludzi i krótka śmierć nad miodu kwiatem.
Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór.
(…)

Wyrzucam zatem pamiątki. Próbuję spalić wspomnienia i w nowy strumień życia wstąpić. Nikt za mnie tego nie zrobi.
Sprzedać można wszystko, co posiadamy albo oddać wszystko, co posiadamy i nie poniesiemy z tego tytułu żadnej straty. Nie o posiadanie bowiem w tym krótkim życiu idzie!
Tylko kto dzisiaj w to jeszcze wierzy?! 
Kto chce wiedzieć więcej, wie, gdzie mnie szukać! 



Dobra reputacja w lokalnym bagienku

Bojownicy o dobrą reputację łączcie się!
W małych społecznościach najważniejsze to mieć dobrą reputację. Rób, co chcesz, byleby tylko ludzie o tym nie wiedzieli i źle o tobie nie mówili. A przede wszystkim rób to, co ludzie chcą, abyś robił. Nawet najgłupsze rzeczy, byleby tylko mieszczące się w społecznym casusie.
Zatem ty sam i twoje ewentualne wolnościowe zapędy wyrażania siebie to nic, w porównaniu z tym, czego oczekuje od ciebie opinia społeczna, choćby ta małomiasteczkowa albo gminna .
A co z tymi, co mają w tak zwanym głębokim poważaniu tzw. dobrą reputację i robią to, co uważają, że robić powinni, aby realizować przede wszystkim siebie? A co z tymi, którzy nie dbają o to, żeby podobać się ludziom z tym, co robią? A co z tymi, którzy starają się przede wszystkim uszczęśliwić siebie i zaspokoić swoje pragnienia, nawet te potępiane przez daną społeczność? A co z tymi, którzy są czarni wśród białych, biali wśród czarnych i kolorowi wśród szarych?
Ci cieszą się zdecydowanie złą reputacją w swoich zaściankowych społecznościach.
To cena, jaką płacą za to, że są sobą, że są wolni.

Jakiś czas temu widziałem w lokalnym markecie człowieka śmigającego między półkami. Człowiek, jak człowiek, nic szczególnego nie wyróżnia go spośród innych klientów tego lokalnego sklepu, poza tym, o czym pewnie pamiętać już nie chce, ale o tym za chwilę.
Dobrze, że robił zakupy w lokalnym sklepie i zostawiał tu zarobione pieniądze. Dobrze, bo przecież pracują tam nasi ludzie.
Szkoda tylko, że jakiś czas temu, kiedy był we władzach gminy, wcale za otwarciem tegoż skalpu nie był. Zadawał mi dziwne pytania czy zastanawiam się, ile osób po otwarciu tego sklepu straci pracę, czy nie działam na niekorzyść lokalnych przedsiębiorców, czy to nie za mała mieścina na taki sklep, czy…, czy…, czy…?
Nie pamiętam, jakich odpowiedzi udzielałem, ale dzisiaj życie samo dało odpowiedź i zweryfikowało tegoż człowieka obawy.
Choć przedtem był przeciw powstaniu tego sklepu, martwił się o lokalnych przedsiębiorców, to dzisiaj do nowego sklepu chodzi i robi tam zakupy, a nie do tych, o których wczoraj tak się martwił.
Ma człowiek ów bardzo dobrą opinię w środowisku lokalnym. Słowem, ma bardzo dobrą reputację.

Ja to jakoś tak mam, że jeśli jestem przeciwny czemuś lub komuś, to później nie paraduję i nie uśmiecham się głupio do wszystkich. Trudno mi się przekonać na „tak”, gdy publicznie jestem na „nie”. Nie wiem czy to jakaś tam moja stałość w poglądach na pewne sprawy, czy może jakiś dziwny wewnętrzny upór?
Gdy dowiem się, co to jest, z pewnością napiszę.

Bardzo rzadko zaglądam na lokalne portale internetowe, a jeszcze rzadziej czytam komentarze pod konkretnymi wydarzeniami. Robię to, jeśli ktoś mnie wręcz przymusi na przykład słowami: Zapoznaj się z tym i powiedz, co myślisz. I właśnie podczas takiego zapoznawania się natrafiłem na komentarz dotyczący jednego ze sprawiedliwych w małej gminie. Piszący pytał, dlaczego sprawiedliwy teraz milczy na sesjach jak zaklęty, wcale się nie odzywa.
Pewnie dlatego, że wszystko jest w jak najlepszym porządku! Czytaj: w porządku po jego myśli! Kiedy jednak ten porządek sprawiedliwości się zmieni, wówczas i sprawiedliwy głos odzyska. Znów zacznie krzyczeć. Niech no mu tylko ktoś tam odbierze choć jeden przywilej, a będzie krzyczał jak dawniej.
Człowiek ów cieszy się dobrą reputacją w lokalnej społeczności. Reputacja cool!

Ja czuję jakiś niesmak, kiedy słucham takich ludzi, którzy gardłują tylko dlatego, żeby osiągnąć korzyść dla siebie. Rozumiem jeszcze osoby prywatne, ale nie osoby pełniące funkcje publiczne czy społeczne!
Najchętniej takim ludziom dałbym wszystkiego w nadmiarze, żeby się mogli zachłysnąć. Tylko z drugiej strony trzeba by uważać, bo czy tacy ludzie znają umiar?

Zaczynam mieć szacunek dla jednego z moich oponentów, który nie zawsze mówił mądrze i czepiał się bzdetów, na które nie miałem wielkiego albo żadnego wpływu, jak choćby oznakowanie zjazdu z drogi krajowej do miasteczka tego. Brakowało mu tam nazwy miejscowości ukochanej.
Teraz jakoś mu to nie przeszkadza, ale przeszkadzają mu inne bzdety i nie chowa się za milczeniem złotym i pięknym układem, tylko mówi za ludźmi. To dobrze. To całkiem niezły początek kampanii. Będzie być może następny kandydat partyjny na fotel wodza, dla którego plakatów kościelne parkany będą stały otworem.
Człowiek ów cieszy się dobrą reputacją w środowisku lokalnym. Reputacja cool to przecież podstawa.

Dobrze jest usłyszeć jakieś głośne veto w tej niby zgodzie na nowe. Tylko ślepcy albo poklepywacze obstają twardo przy tym, że lepiej jest i basta! Tylko ci, którzy codziennie korzystają z tego, ale to przecież oni mieli wszystko zmienić.
Jak pisałem wcześniej, potrafię zrozumieć kogoś, kto coś tam ugrywa dla siebie prywatnie, a przy tej właśnie okazji korzysta z tego wielu.
Tyle moich wynurzeń na temat tego, co przeczytałem w komentarzach. Nie mogę jednak obiecać, że będę oglądał obrady. Muszę z radością przyznać, że to serial na pewno nie dla mnie!

Widziałem dzisiaj twarz i oczy uciekające przed moim spojrzeniem. To była twarz kłamczuchy. Ileż osoba ta naskarżyła się na mnie i nadonosiła różnym instytucjom! Ileż nakłamała przed kamerami!
Kłamstwo jest jedną z usankcjonowanych przez prawo form obrony własnego stanowiska. Ale to ewentualna praktyka na rozprawach sądowych, gdzie każda ze stron ma prawo wszelkimi sposobami udowodnić swoją rację.
Natomiast w życiu codziennym kłamstwo, a do tego przed kamerami, jest dla osoby cieszącej się w lokalnej społeczności dobrą reputacją raczej niedopuszczalne. Niedopuszczalne jest również wtedy, gdy ma się szacunek dla siebie!
Ale, co tam, w lokalnej społeczności jak już się ma dobrą reputację, to się ma!

Kłamałem w życiu nieraz, a kto nie kłamał, niech krzyczy. Nie kłamałem jednak nigdy, żeby dokopać komuś innemu. Nie udawałem przed światem poszkodowanego przez ludzi i nie nosiłem na co dzień maski cierpienia na twarzy.

Znam człowieka z widzenia, nikomu nic złego nie zrobił, zagląda do kielicha, ale zagląda za swoje. Taki człowiek-dusza, że jak ma, to nawet innym postawi i razem się pośmieje.
Cieszy się złą reputacją w lokalnej społeczności.

Lubię szczerych i uczciwych ludzi. Nie interesuje mnie czy piją, zwłaszcza gdy piją za swoje.

Zapomniała mała społeczność, że dwa tysiące lat temu z kawałkiem Człowiek, do którego dzisiaj każdy niemalże się przyznaje, był oskarżany, że pozwala sobie na biesiady z pijakami i nierządnicami.
Przez kogo był oskarżany?
Przez ludzi mających dobrą reputację w swojej społeczności!
Co z ich oskarżeń zostało?
Każdy wierzący wie!

Jest taki jeden człowiek w lokalnej społeczności, który musi byś ślepy. Nie, nie niewidomy! Ślepy na to, co robi. Głuchy na to, co mówi. Pozbawiony krytycyzmu, do siebie oczywiście. Ponieważ na krytykę postępowania i pracy innych ma zawsze czas i energię.
Cieszy się w małej społeczności dobrą reputacją.

Bojownicy o tak zwaną dobrą reputację w małych społecznościach są niestrudzeni.
Najbardziej śmieszy mnie jednak fakt, że kiedy zapytasz kogoś, co myśli o tym czy tamtej z tzw. dobrą reputacją, to włos się jeży na głowie, słysząc co właśnie myśli.

Teraz się powymądrzam i stwierdzę, że tak będzie zawsze, dopóki ludzie nie zajmą się sobą. Są tacy ludzie w małych lokalnych społecznościach, ale to właśnie oni mają gdzieś tzw. dobrą reputację i poklask tłumku. Żyją po swojemu i są naprawdę szczęśliwi!

A sama reputacja, ta dobra czy ta zła? To taki wymysł karzełków, żeby swoich pochwalić, a wolnym i wrogom dokopać!

Ja wybieram wolność! Prawdziwą! Nic na pokaz!

PS
Poznajecie kogoś z podanych wyżej przykładów?
Zapewniam Was solennie, że podobieństwo owo jest sprawą przypadku! 
Dlaczego nikt nie napisze, że mam piękny uśmiech?
     Wiem, że nie jest on zwiastunem dobrej reputacji!
 

12 czerwca 2016

Św. Franciszek z Asyżu i modlitwa Życia

Na koniec obecnej niedzieli jeszcze jedna modlitwa, ale za to prawdziwego giganta modlitwy i świętości.
Kto by w katolickim czy nawet całym chrześcijańskim świecie nie słyszał o świętym Giovanni Bernardone, nazywanym Biedaczyną z Asyżu, a obecnie znanym jako św. Franciszek z Asyżu.
Znają ten tekst modlitwy ludzie rozmodleni i ci, co są po przejściach, szukają prostej drogi. Znają ją ci, co pili i ci, co pić nie przestali. Znają ją ci, co błądzą i na krętych drogach. Ogólnie trzeba stwierdzić, że zna ją wielu ludzi. Jest bowiem tak popularna, jak znana Desiderata albo Modlitwa o Pogodę Ducha.
Przypomnijmy ją sobie w ten niedzielny wieczór.

Uczyń mnie, Panie, narzędziem Twojego pokoju,
bym tam, gdzie jest nienawiść ‑ zakorzeniał miłość,
tam, gdzie obraza ‑ wnosił przebaczenie,
tam, gdzie niezgoda ‑ głosił pojednanie,
tam, gdzie błąd panuje, bym przynosił prawdę,
tam, gdzie jest wątpienie, żebym krzewił wiarę,
tam, gdzie rozpacz, bym budził nadzieję,
tam, gdzie są ciemności, bym zapalał światło,
a tam, gdzie smutek, żebym wnosił radość.

Spraw, Panie, żebym nie o to zabiegał,
by mnie pocieszano, lecz żebym pocieszał,
nie szukał zrozumienia, lecz żebym rozumiał,
nie pragnął być kochanym, ale żebym kochał.

Albowiem siebie dając ‑ coś się otrzymuje,
siebie zapomniawszy ‑ można znaleźć siebie,
innym wybaczając ‑ doznam przebaczenia,
a umierając ‑ zmartwychwstaję wiecznie.

Człowiek żył tylko 44 lata. Mając 21 lat brał udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Jeśli dodamy, że pochodził z bogatej kupieckiej rodziny, to możemy powiedzieć, że połowę swojego życia spędził na hulankach i potyczkach wojennych.
Ale to dobry przykład, że zawsze można się zmienić. Nigdy nie jest za późno, żeby odnaleźć siebie i wygrać swoje życie.
Nie każdy musi być świętym. Mogłoby być nudno na ziemi. Jednak każdy powinien odnaleźć swoją drogę.
Ja jestem w trakcie szukania. Wciąż szukam prostej drogi, choć już połowę życia mam z pewnością za sobą!



Życie jest modlitwą

Kolejna modlitwa na niedzielę, którą przyszło nam przeżyć. Pytanie tylko, jak przeżyć? Każdy ma swoje sposoby. I każdy sposób jest dobry, byleby z serca wypływał i nie był wymuszony.
G. Papini w swoim wierszu – modlitwie stwierdza, że wszystko, czego nam trzeba, to Bóg i nic więcej.
W świecie konsumpcji i blichtru zdaje się to być na czasie.
A zatem tekst modlitwy na tę trwającą niedzielę:

Boże nasz, Chryste, potrzebujemy Ciebie,
Ciebie jedynie i nikogo więcej.

Wszyscy łakną Ciebie, nawet ci,
którzy o tym nie wiedzą.
Głodnemu zdaje się, że szuka chleba,
a on łaknie Ciebie.
Spragniony wierzy, że szuka wody,
a on Ciebie pragnie.
Schorzały marzy o odzyskaniu zdrowia,
a tymczasem jego chorobą jest nieobecność Twoja.

Kto szuka piękna w świecie, ten niepostrzeżenie
szuka Ciebie, który jesteś
Pięknem całkowitym i doskonałym.
Kto dąży w myślach swoich do prawdy,
ten mimo woli dąży do Ciebie,
który jesteś jedyną, godną poznania Prawdą.
I kogo trawi żądza pokoju,
ten pożąda Ciebie, jedynego Pokoju,
w którym odpocząć mogą serca najbardziej udręczone.

Czyżby wszystko naprawdę było aż tak proste, jak uważa Papini? Nikt nie powiedział – TAK! i nikt nie powiedział – NIE! A zatem niewykluczone, że Papini ma rację!
Zresztą czy są jednoznaczne odpowiedzi na tego typu pytania, jak to, co nam, tak naprawdę, jest w naszym życiu potrzebne?

Oczywiście, że są! Tylko takie są prawdziwe! 

Liebert i Jeździec Niebieski

Zgodnie z zapowiedzią, nie będę pisał w niedzielę i święta kąśliwych, złośliwych tekstów. To są najlepsze dni na pokarm duchowy.
Dziś na początek wiersz Jerzego Lieberta Jeździec. Dla tych, którzy ciągle szukają i którzy poniekąd uciekają przed sobą. A uciekając przed sobą, uciekają przed Bogiem i nie potrafią odnaleźć ni siebie, ni Boga. To takie obłędne koło. 
A zatem, miłej lektury i owocnych rozmyślań!

Uciekałem przed Tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.

Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,
Coraz cięższa staje się mowa
Czyżby słowa utracić trzeba,
By jak duszę odzyskać słowa.

Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowom siebie zawierzyć.
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko Twoim żołnierzem.

Jedno wie, i innych objawień
Niepotrzebna oczom i uszom.
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.

To dla wielu dobrze znany tekst, a może i dla wszystkich. Warto jednak czasami przypominać sobie teksty, które dużo wolniej niż my się starzeją. Można mieć nawet wrażenie, że nie starzeją się wcale. Warto ocierać się o to, co niby niezmienne trwa.
To chyba dobry tekst na niedzielę, którą przyszło nam przeżyć?


11 czerwca 2016

Ja i spotkania z ludźmi

Nie lubię buraków!
Nie lubię młotów i przecinaków!
Nie lubię tych, co się szczycą tytułami przed nazwiskiem, a w mowie i piśmie tylko szczera prawda.
Wiem, że pisałem niedawno nawet o tym, jak to zasady ortograficzne nie mają praktycznego wpływu na dziejące się życie człowieka. Jednak jeśli ktoś chwali się skrótem wykształcenia na pieczątkach i przy podpisach, to już powinien wymagać od siebie nieco więcej. Nawet tego, co nie ma akurat wpływu na jego realne życie, ponieważ zdobyte wykształcenie takiego wpływu nie miało z pewnością!
Lubię swoje Ustronie, gdzie mogę słuchać ptaków i wiatru. Robią swoje i nie pieprzą, jak potłuczeni. Lubię swoje Ustronie i rozmyślania nad sobą. Ale to tylko chwile, jakby nagroda od Boga.
Cieszę się też z tego, iż mam świadomość, że LUBIĆ to wcale nie oznacza MIEĆ! Dlatego bez zbędnych żalów i zbędnej rozpaczy podjąłem decyzję, że sprzedam swoje Ustronie.
*
Czekam na żonę na parkingu przed sklepem. 
Nie lubię zakupów, a jeszcze bardziej czekania na tych, co zakupy robią, ale cóż? Życie! 
Podchodzi do mnie młoda kobieta.
Niech pan mi doradzi, co robić, mówi. Nie pracuję. Nie mam żadnego dochodu. Ostatnio trochę choruję. Lekarz przepisał mi zastrzyki, ale nie mam ich za co wykupić. Co mam robić?
Złóż podanie do ośrodka pomocy społecznej. Mówię bez namysłu.
Byłam, ale powiedziano mi, że dostanę maksymalnie … złotych, a to przecież nie wystarczy nawet na wykupienie recepty z zastrzykami. Odpowiada kobieta.
Może pogadaj z burmistrzem! Rzucam kolejny pomysł.
Byłam, ale mi odpowiedział, że nie ma wolnych środków. Słyszę w odpowiedzi i baranieję nieco.
Jak to, nie ma środków? Przecież zapowiada budowę hali gimnastycznej za kilka milionów złotych! Wykrzykuję! W myślach zaś sobie dodaję, że planuje budowę w dodatku na miarę wizji jednego radnego, którego zdaje się być sługusem, a nie ma wolnych środków dla chorej i bezrobotnej kobiety?!
Kobieta stoi i patrzy. Nie wie, co odpowiedzieć na moje bzdurne stwierdzenie. Też nie wiem, co powiedzieć. Sytuacja staje się coraz bardziej zagęszczona.
Na szczęście żona wraca z zakupami. Muszę się pożegnać. Przychodzi mi w ostatniej chwili pomysł: Weź z apteki kartkę z pieczątką i kwotą, na jaką będzie opiewała twoja recepta. Nie wierzę, abyś nie dostała zasiłku przynajmniej w wysokości takiej kwoty na wykupienie recepty. Mówię.
Pomysł trochę diabelski, ale co można wymyślić dla człowieka, który w mediach miliony wydaje lekką ręką, a ludziom mówi, że nie ma w budżecie kilkudziesięciu złotych na wykupienie przez nich recepty?
Proponuję, aby wódz sam przeszedł się do lekarza na dokładne badania. Myślę, że jest co badać!
Żegnam się z młodą kobietą.
Nie wiem czy skorzysta z podpowiedzi, ale powinna. Powinni wszyscy potrzebujący skorzystać z takiej podpowiedzi, aby uświadomić ślepcowi, że świat tuż obok jest trochę inny, niż jemu się wydaje.
Ja dałbym pracę tej kobiecie na miesiąc albo dwa, a nawet trzy, aż do wyzdrowienia. Zwłaszcza, że jej dolegliwość nie kwalifikuje się na zwolnienie lekarskie. Zarobiłaby zatem na swoją receptę i zrobiła coś dobrego dla małej gminy. To podpowiedź dla wodza; podpowiedź, z której z pewnością nie skorzysta, ponieważ wie lepiej, że niewiele widzi!
*
Dzień albo dwa później spotykam się ze znajomym, żeby pogadać tak bez sensu o wszystkim i niczym. To dobrze robi dla higieny psychicznej. Takie tam pierdu, pierdu bez zobowiązań! Gadamy sobie zatem w najlepsze, gdy podchodzi do nas człowiek i pyta mnie ni z tego, ni z owego: Co zrobić, żeby trochę kasy na działalność Gminnego Klubu Sportowego wydębić z gminy i ciągle nie chodzić żebrać po sponsorach?
Jak to co? Odpowiadam pytaniem. Przecież nowa szefowa kultury to człowiek wodza, zatem śmiało pisać podania o dodatkowe środki i kasa się znajdzie. Poza tym, skoro w gminie są pieniądze na międzynarodowe wyjazdy na mecz oldbojów, w których wódz uczestniczy, to chyba też znajdą się środki dla lokalnej utalentowanej piłkarsko młodzieży, odpowiadam.
Znów myślę o moim wodzu zapowiadającym kolejne wielomilionowe inwestycje (po fachowych konsultacjach) i nie wiem czy facet kpi sobie z ludzi, czy nie wie, po prostu, co robi. Wolałbym, żeby nie wiedział, wtedy wina jego byłaby żadna!
*
Wysyłam kupony lotto. Sympatyczna kobieta życzy mi powodzenia i rzuca: Połowa wygranej dla mnie!
Nie, 5 albo 10% tak, ale nie więcej. Odpowiadam i wychodzę z zapewnieniem w sercu, że jeśli wygram, to będę dzielił się z kobietą. Nie sprawdzałem jeszcze czy coś tam wygrałem. W przypadku wygranej uczciwie dotrzymam słowa.
Przyznam też uczciwie, jeszcze kuponów nie sprawdziłem.
*
Przeżyłem kilka dni i nic się nie zmieniło. Mnie kilka dni przybyło. O tych dni kilka jestem bliższy swojej śmierci na ziemi. Podobnie jak inni, nawet ci, którzy o tym nie myślą.
Może dzisiejszy dzień przyniesie mi trochę nadziei.
Wszystkim życzę nadziei!
Niech im się życie przędzie!!!
Niech im się życie przędzie na przekór wszelkiej władzy, tej gminnej i krajowej, tylko nie władzy Nieba! 


SATANISTA – ALKOHOLIK – czy ANIOŁ?

  Nie o Boyu Żeleńskim będzie to wpis, ale o Przybyszewskim Stanisławie, którego Boy znał osobiście. Muszę też od razu napisać, że o ile bar...