Miałem pisać i o
gazetce gminnej, i o dowożeniu. No i napiszę, chociaż tylko po trosze. Może,
żeby mieć z głowy, bo coś zapowiedziałem, ale, wierzcie mi, to będzie moja
droga przez mękę.
W mojej małej gminie na
końcu świata, gdzie świat się właśnie zaczyna, dzieje się tak, że ze śmiechu
przytyłem. Nie wiem, kto rządzi gminą i kto, kim rządzi w gminie. Jedni się
skarżą na to, że inni im nic nie pozwalają robić, odsuwają ich od wszystkiego i
tym podobne bzdety. Co taki gminny wódz może ludziom zakazać? Jeśli chcę ludziom
pomóc i mam możliwości, to pomagam i żaden gminny dupek nic mi nie może
zabronić. Natomiast takie tłumaczenie jest fajne do tego, żeby nic nie robić i
żeby robić tyły temu czy owemu.
Zauważam, że ostatnio w
mojej małej gminie to ci, co mogą coś zrobić, nie robią tyle, co trzeba. Jedni
mówią, że nie ma kasy, bo gmina zadłużona. Inni, że jeszcze inni na nic im nie
pozwalają. I jednym i drugim kopa w przyszłych wyborach.