Wierzcie mi, miałem o
tym nie pisać, bo ktoś tam może poczuć się przecież urażony, ale im dłużej o tym
myślałem, tym głośniej w duchu śmiałem się, aż w końcu pomyślałem, skoro mam
się śmiać się głośno i wprawiać tym najbliższych w zakłopotanie albo
zmartwienie o mój stan równowagi, siadłem do pisania, żeby rozładować
napięcie. Podzielę się zatem z Wami moimi świątecznymi przemyśleniami.
Nie będzie tu mowy o
żadnym konkretnym miejscu ani konkretnej instalacji na poły żywej, na poły
sztucznej, ale najczęściej sztucznej na całego. Tak, tak, mam na myśli
instalację szopki bożonarodzeniowej.
Zanim jednak do tego
przejdę na całego, poruszę nieco inny rodzaj „szopki”, jaki zauważam w czasie
tychże, jakże kolorowych i do granic przyzwoitości skomercjalizowanych, świąt
Bożego Narodzenia. Mam na myśli „szopki” podczas śpiewania kolęd.