Z Polakami często jest
tak, jak z podwórkowymi burkami. Kiedy furtka jest zamknięta, to szczekają na
wszystkich, ile się da. Kiedy jednak furtka jest uchylona i wpada na podwórko
więcej świata, to kulą ogon pod siebie i chowają się w najdalszym kącie
obejścia.
Nic zatem dziwnego, że u
siebie jesteśmy najmądrzejsi, a Polak na zagrodzie równy wojewodzie.
Do tego poraża mnie
przekonanie, że im bardziej krzyczymy, tym bardziej jesteśmy górą i na tej górze
też nasze zdanie powinno się znajdować. Dlatego im głupsi jesteśmy, tym
głośniejsi.


