9 lutego 2019

He... - Ge... - Le...


Gejem nie jestem, lesbijką nie mogę, mam ciągotki hetero i niech tak zostanie. Nie to, że późno na zamiany, tylko taki już jestem, ale do innych opcji zupełnie nic nie mam. W swoich wędrówkach życiowych spotykałem ludzi różnej płci i o różnych orientacjach. To od hetero – wiadomo – najwięcej batów wziąłem, a wiadomo dlatego, że najwięcej ich znam. Znani przeze mnie geje i znane lesbijki to całkiem fajni ludzie – wielu z nich lubi czytać. Nie odpuszczam wcale tego książkowego, lekturowego weekendu i to w ramach „Sobotniego wieczoru z książką” ten wpis się dzieje. Dodam też jeszcze to, że jest dwa kawałki muzyczne, które opowiadają o innej – niż moja – orientacji seksualnej, podobają mi się cholernie. To Ktoś Nowy Video i Take Me To Church Hoziera. Tym, co już widzę, wzdragają się na myśl o inności i zgrzytają zębami na takie ludzi zepsucie, proponuję trochę szamańskiego relaksu.

Mam to na uwadze, choć tym się nie przejmuję, że mogę zakatować czytających tematem, ale książki czytać trzeba i trzeba nawet próbować nie tylko z książek się uczyć, ale i coś tam z nich zaszczepiać w życiu swoim. Do tego trzeba gadać o książkach i o tym, co w nich - zawsze to coś innego niż częsta chujnia życia. Jak napisałem i jak to wymyśliłem - życie jest zawsze literaturą, literatura nie... 
O angielskim pisarzu, kojarzonym głównie z kryminałami – Arthurze Conanie Doyle – już pisałem wcześniej, gdym pokrótce omawiał Psa Baskervillów. Tym razem kilka słów o jego Groźnym cieniu. To nie jest żaden kryminał, ale dość ciekawa opowieść o Anglii w czasach napoleońskich. To piękny przykład budowania napięcia w oczekiwaniu na coś niedobrego. Ale w trakcie tegoż oczekiwania dzieje się – jak u nas – codzienność i rozmyślania o wszystkim - o czym tylko człowiek w miarę spokojnych czasach myśleć potrafi – o miłości, zabawie, pracy, planach...
Bo można mieć więcej niż jedną żonę, więcej niźli jedno dziecko i niejednego przyjaciela, ale jedną jedyną tylko matkę, jedynego ojca!
Więc trzeba ich szanować i czcią otaczać, póki żyją, modlić się do zmarłych.
Spodobała mi się ta fraza. Wydaje się, że niby taka znana i oczywista, a jednak poza nami na co dzień, jakby nieznane było. Podobało mi się również to, jak główny bohater skwitował fakt, że przegrał z przyjacielem wyścig o względy pięknej kobiety – kobiety, która była jego bliską kuzynką (stryjeczną siostrą), ale to w tamtej Anglii widocznie nie przeszkadzało. Skoro ja wiem, że nie przeszkadzają mi w niczym geje i lesbijki, to bohaterowi Doyle’a mogło i to nie przeszkadzać.
Nie należałem jednak do tych, którzy potrafią rozpaczać nad stłuczonym dzbankiem. Bo jeśli nie ma sposobu go skleić, a choćby też zdrutować, jedyną rzeczą, jak przystoi mężczyźnie, jest – nie mówić o tym więcej.
Książka ciekawie skrojona pod względem fabuły, ciekawe postaci w niej, dość przyjemnie się czyta.
I kolejna odsłona z lękiem w roli głównej, bo – jak pisze Aleksander Kondrat – Nie można bez lęku przeżyć życia, nie można bez lęku stawić czoła śmierci. Kilka słów o książce wyżej wspomnianego. To Wybrane teorie lęku egzystencjalnego i sposoby jego przezwyciężania. Tutaj można się uśmiechać tylko z własnej głupoty. Na pewno nie z treści książki.
Lękamy się zazwyczaj tego, co nas krępuje, ogranicza, czego nie potrafimy „przeskoczyć”, „przetrawić”. Świat współczesny stawia nas wobec wielu sytuacji, w których czujemy się zagubieni, jakby schizofreniczni. Lękamy się o niepewne jutro, zastygłą przeszłość, niesatysfakcjonujące związki z ludźmi.
Najpierw budujemy, a później pielęgnujemy w sobie lęk – najczęściej niepotrzebnie, gdyż dotyczy on spraw, na które nie mamy wpływu, jak choćby lęk o zastygłą w kamień przeszłość. Strach i lęk przed nowym nakazuje nam odrzucać i potępiać ludzi innych, nieprzystających do naszych kanonów i wartości.
Książka – to twarda nauka – fakty niemalże z oddziałów zamkniętych. Obnażanie prawdy o nas, samych siebie hamujących często, a przecież lęk ma nie tylko negatywny wpływ na nas, nie musi być tylko stanem patologicznym. Na gruncie tej bajki nie brakuje poglądów, że lęk jest świetnym narzędziem poznawczym. Poczytajcie o karłach duchowych dzisiaj:
Lęk działa hamująco na rozwój osobowości, w skrajnych wypadkach doprowadza do skarłowacenia człowieka. W epokach lęku i terroru ludzie nikczemnieją, stają się karłami. Lęk bowiem zmusza człowieka do skulenia się, podobnie zresztą i zwierzęta. Człowiek myśli tylko o tym, by nie zostać zniszczonym przez wrogie otoczenie. Jego stosunek do świata staje się drapieżny, „zniszczę albo sam zostanę zniszczony”. Pod wpływem lęku dominuje pierwsze prawo biologiczne, które jest raczej okrutne, drugie prawo – zachowania życia gatunku, które jest źródłem piękna i miłości – schodzi na daleki plan, a nawet całkowicie zanika.
I tak aż do końca plus lęk egzystencjalny, dużo o szukaniu sensu i sumieniu, o bierności jednostki zarażonej lękiem.
Victor Emil Frankl stoi na stanowisku, że wola sensu w dobie konsumpcyjnego i zinformatyzowanego społeczeństwa została zdegradowana. Nasze czasy cechuje frustracja egzystencjalna. Wzrasta zagubienie, alienacja, zanika odpowiedzialność, maleje autorytet osób starszych, dominuje nieustanna ucieczka od realności życia w różnego rodzaju używki dające pozór szczęśliwości. Ludzie popadają w intelektualną i emocjonalną próżnię, która zwalnia z odpowiedzialnego uczestnictwa w życiu społecznym. W tych okolicznościach łatwiej zrezygnować z rozumienia przejawów życia i nie podejmować świadomego wysiłku kształtowania własnej egzystencji. Ujawniają się postawy pełne nudy, beznadziei, cynizmu, agresji czy wręcz pogardy wobec życia. Wola sensu ogarnia każdego człowieka indywidualnie, jest siłą motywacyjną naszego codziennego działania, ale ukierunkowuje również całe nasze życie, wzywa nas do wsłuchania się w głos płynący z naszego wnętrza, gdzie kryją się nieuświadomione pragnienia potrzeby. Nadajemy sensy artefaktom, symbolom, pojęciom, z którymi się stykamy, ale gdy zaczynamy zastanawiać się nad sensem własnej egzystencji, często doznajemy rozczarowania i zgorszenia, nie mogąc odpowiedzieć na pytanie o sens życia. Odsuwamy je więc na bok, mając nadzieję, że odpowiedź nasunie się sama, bądź też ktoś inny udzieli odpowiedzi za nas.
Książkę warto przeczytać – cholera, jak warto! – choć to niełatwa lektura i na pewno nie taka – od deski do deski. Potrzeba tutaj czasu i zadumy nad sobą.
Ze strachem jest sobie w stanie człowiek poradzić, albowiem niebezpieczeństwo w tym wypadku ma jasno określone ramy, człowiek lękliwy odczuwa bezradność, zanurzony jest w bezsilności. Epoka, w której przyszło nam żyć, kładzie nacisk na myślenie racjonalne, dlatego też lękowy irracjonalizm nie jest do końca rozumiany w naszej kulturze.
I tyle z książki Aleksandra Kondrata. Kto chce pogłębić temat, powinien koniecznie sięgnąć też po ciekawy artykuł Józefa Kozieleckiego Cywilizacja strachu i kultura nadziei, żeby zrozumieć, że we współczesnym świecie strach dominuje nad nadzieją. A jeśli ktoś ma zgoła inne niż autor zdanie, to w tym swoim zdaniu utwierdzić się, umocnić.
Cywilizacja jest najczęściej źródłem strachu, natomiast kultura – źródłem nadziei. Według A. Kępińskiego – cywilizacja to władza nad światem, kultura to miłość do świata. Lepiej być cywilizowanym czy kulturalnym człowiekiem? Czy można zadać tak głupie pytanie? Oczywiście, że nie. I źle sformułowane i nie na temat wcale!
Na swoim podwórku również spotykamy się z produkowaniem strachu aktualnego lub antycypowanego, tj. przewidywanego, domyślnego, wyprzedzającego, zapowiadanego – kary fizyczne, pieniężne, przemoc, upokorzenie, straszenie zwolnieniem z pracy, jedynkami, uwagami, zabraniem premii, bonusa jakiegoś śmiesznego… Czytając takie pozycje, łatwiej zrozumieć karzełków z gminnego podwórka; łatwiej wtedy zrozumieć zachowania tych, którzy mają uczyć i wychowywać, a wydaje im się, a może i wierzą, że Boga zastępują. 
Warto czytać, naprawdę, żeby wreszcie zrozumieć, że karma zawsze wraca – uderzysz stół, karma wróci! Potępisz geja, lesbijkę – pamiętaj – karma wróci…; walniesz kopniaka kotu – pamiętaj – karma wróci; cokolwiek zrobisz na zewnątrz – nie bądź bezpieczny poeta pamięta, możesz go zabić, narodzi się nowy/ Spisane będą akty i rozmowy…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SATANISTA – ALKOHOLIK – czy ANIOŁ?

  Nie o Boyu Żeleńskim będzie to wpis, ale o Przybyszewskim Stanisławie, którego Boy znał osobiście. Muszę też od razu napisać, że o ile bar...